Mówili: “Pójdziesz z torbami” – więc poszłam. O tym jak rzuciłam etat, żeby szyć torebki.
Kursy szycia online by Kamila Plasun. Blog o szyciu i nie tylko.

Mówili: “Pójdziesz z torbami” – więc poszłam. O tym jak rzuciłam etat, żeby szyć torebki.

Każda droga zaczęła się od pierwszego kroku.

Pierwszy krok powstaje w głowie, nie w nogach. Wszystko co istnieje najpierw było myślą – warto ją zapisać, by mogła stać się początkiem planu.

(Prezent do pobrania na końcu artykułu)

Poznajmy się bliżej

    Cześć jestem Kamila – w internetach Plasun, w urzędach Mrowiec. Nie jestem nikim wyjątkowym – nie odkryłam Ameryki, nie pracuję w NASA. Mam zwykłe życie, masę przeciętnych problemów i tyle samo radości. Szyję torby i jestem szczęśliwa bez zdobywania Mount Everestu i medytacji w tybetańskiej głuszy. Mam dwoje dzieci, mieszkam w bloku, wynajmuję pracownię. Moja historia nie nadaje się więc na powieść, bo zanudziłaby większość czytelników już na drugiej stronie. 

Po co więc powstał ten wpis? Odkąd zaczęłam prowadzić kursy szycia lawinowo dostaję pytania właśnie o cały “backstage” mojego życia/szycia.

Okazuje się, że weszłam w relację z masą dziewczyn, które mają tak samo jak ja lub dopiero wchodzą na drogę, na której ja jestem od kilku lat. Postanowiłam więc wpis otwierający istnienie tego bloga, zacząć właśnie od przedstawienia siebie i swojej zwyczajnej historii.

Wpis ten nie będzie nieco “poważny”, co średnio pasuje do mojego, ogólnie humorystycznego podejścia do siebie i życia. Ale opisuje prawdę rzeczywistą, bez upiększania, więc inaczej się nie dało. Może być nieco przydługo, więc dla tych, którzy zamiast czytać wolą posłuchać – przygotowałam wersję audio, w której opowiedziałam to wszystko co jest tu napisane (audio poniżej).

Moja filozofia szycia

    Moja droga wcale nie była od początku związana z szyciem. Co prawda odkąd pamiętam, myślałam o szyciu, jako o czymś super fajnym, co warto umieć, co jest moim niedoścignionym marzeniem. Podziwiałam osoby, które potrafiły wyczarować piękne rzeczy, oryginalne ubrania z kawałków materiału. Fascynowały mnie maszyny do szycia. Była pełną podziwu obserwatorką, która jednak szła droga, jaką narzucały współcześnie funkcjonujące schematy.

    Jako dziecko byłam uzdolniona plastycznie i manualnie – ale wtedy nie miałam śmiałości przyznać tego nawet  przed samą sobą. Dopiero po 30-stce z perspektywy czasu, patrząc na dziecko, którym byłam, mam odwagę powiedzieć mu: „Jesteś w tym dobra, jesteś zdolna, idź swoją drogą i korzystaj z kreatywności, którą masz!”. Szkoda, że „nie przystoi mówić o sobie dobrze”, bo być może o wiele wcześniej potrafiłabym nazwać po imieniu to, co umiem i to, do czego kompletnie się nie nadaję, nie tracąc czasu na „podciąganie się” w tym drugim.

   Szyciem zajmuję się od 2014 roku. To wtedy

 postanowiłam pozycję „pełnej podziwu  obserwatorki” zamienić na „aktywną działaczkę”. W końcu wyciągnęłam z kartonu maszynę do szycia, którą kiedyś dostałam pod choinkę (tak, tyle razy o tym przebąkiwałam, że nawet maszynę dostałam w końcu w prezencie, ale musiała odleżeć swoje). Początkowo swoje zainteresowanie łączyłam z urlopem macierzyńskim i pracą etatową. Uczyłam się z internetu, książek, czasopism. Potem także z kursów, ale bardzo selektywnie – brałam na warsztat tylko to, co mnie interesowało odrzucając całą masę tego, co było dla mnie nieistotne.

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

    I dlatego właśnie obecnie potrafię np. naprawić przemysłową maszynę do szycia, ale nie koniecznie umiem nazwać wszystkie jej części składowe – może to dobrze, może źle…może poprawnie, może nie – jestem praktykiem efektów, nie teorii. Wiem, że nie każdy przyjmie mój sposób myślenia o szyciu – to normalne. Wszyscy kończyliśmy szkoły, w których bezrefleksyjnie trzeba było uczyć się wg programu bez zastanowienia czy większość tego, czego się uczymy jest nam w ogóle potrzebne? Moim zdaniem niestety spora część jest zbędna, za to rzeczy, które mogłyby nam się przydać są przez szkoły pomijane. Uczymy się o złożach węgla w RPA w latach 90-tych, a nie potrafimy samodzielnie wypełnić PIT ani zarejestrować działalności gospodarczej. Większość ludzi nie wie, że płaci podatki, ani ile ani jakie…

 Każe się nam poprawiać złe oceny i doskonalić to, w czym jesteśmy słabi, zamiast całą energię wkładać w rozwój tego, co idzie nam najlepiej. Dlatego też podążając drogą spełniania oczekiwań wszystkich dookoła (rodziców, rodziny, nauczycieli), przeszłam przez wszystkie szczeble edukacji, zdobywając wartościujące czerwone paski, nagrody, wyróżnienia… Skończyłam ciężkie studia na Uniwersytecie Medycznym, nigdy nie praktykowałam wyuczonego zawodu.  Poszłam do prawdziwej pracy, w której otrzymałam numer i kartę do odbijania się o 8:00 i 16:00 składając w ofierze cały swój czas i kreatywność. Zakopałam głęboko wszystkie swoje zdolności i refleksje na temat tego co tak NAPRAWDĘ lubię i czego chcę, pod stertą wymówek: nie da się, nie wolno, nie umiesz, tak trzeba, tak się robi, tak się nie robi, ale jak to….?

Wymknąć się spod schematów...

   Byłam uczona  schematów. Człowiek się rodzi, potem idzie do przedszkola, do szkoły, na studia, do pracy, wychodzi za mąż (żeni się), ma dzieci, wychowuje je w tym samym poznanym szablonie. I tak do emerytury, potem umiera. Często w domach otrzymujemy komunikat, że nie mamy wpływu na swoje życie, a z poszczególnych etapów nie da się zawrócić, zrezygnować lub je zmienić. Jeżeli czytając to unosi się w Tobie bunt, że to nieprawda – to dobrze. Znaczy, że to nie była treść Twojej młodości lub, że doszłaś do mądrości wcześniej niż ja.

Jeżeli myślisz sobie: „Po co tak górnolotnie, przecież my tylko mówimy o szyciu, a nie o fizyce kwantowej i reinkarnacji” – to oczywiście masz rację. Z wierzchu tak właśnie jest. Szycie to zwykłe rzemiosło. Nie wymaga szczególnego talentu, z którym trzeba się urodzić (choć oczywiście pewne predyspozycje mogą sporo ułatwić np.: cierpliwość, wytrwałość, umiejętność skupienia, precyzja manualna itp.). Ale spójrz na to także innymi oczami. Umieć to znaczy móc! Umieć to wybrać drogę do wolności. Czyż nie to pokazał nam rok 2020? W którym to jak na dłoni wyszedł brak podstawowych kompetencji w narodzie niebędącym w stanie samodzielnie wyprodukować maseczek ochronnych? Świat zapędził nas w ślepy zaułek, w którym oferując nam gotowe łatwe, szybkie rozwiązania na kliknięcie myszki, zabrał nam umiejętności samodzielnego dochodzenia do rozwiązania problemu. Stąd też złudna iluzja, że ubrania biorą się ze sklepu, meble z Ikei, mleko z lodówki, pieniądze z bankomatu, a śmieci z naszych koszy przestają istnieć, kiedy zabiera je śmieciarka. Patrząc na obecny kształt świata, który stał się bardzo wirtualny, cyfrowy nie mogę oprzeć się przekonaniu, że właśnie prawdziwe, realne rzemiosło nabiera wartości bardziej niż kiedykolwiek. W poprzednich pokoleniach było normą, że niemal w każdym domu można było spotkać maszynę do szycia. Krawiectwa i kaletnictwa uczyło się w szkołach. Każdy, kto umiał sobie coś uszyć – po prostu nie był nagi, a świadcząc te usługi także innym, był doceniany. Świat, który zalewa nas gotowymi produktami odbiera nam sprawczość i uzależnia od chińskich sieciówek produkując przy tym tony nikomu niepotrzebnych śmieci. A w momencie, kiedy towaru zabraknie, okazuje się, żestajemy się bezradni-  jeżeli sami czegoś nie stworzymy….to nie mamy.

   Moja myśl jest szersza niż moja własna perspektywa. To samo dotyczy żywności, komunikacji, struktury naszych domów. Moim marzeniem jest umieć więcej i być bardziej niezależną. Ale jak na razie umiem to jedno małe „szycie” i tym dzielę się w ramach swojej działalności. Od 2017 roku prowadzę swoją pracownię, z której utrzymuje się moja rodzina. Projektuję i tworzę akcesoria (torby, nerki, plecaki, etui i inne), bo umiem i to czyni mnie niezależną. Od tamtej pory szyciem zajęłam się na pełen etat. Wcześniejszą pracę (korporacyjną) zostawiłam na rzecz próby życia po swojemu. Do dziś wykorzystuję masę rzeczy, których nauczyłam się w korpo (planowania, logistyki, negocjacji, dystrybucji zasobów, standaryzacji, procedur itp.). Wszystkie zamierzam zebrać i w przełożeniu na skale mikro, dzielić się na łamach tego bloga, by i Tobie ułatwić pracę.

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

Punkt zwrotny.

   Zapytasz zapewne: Jaki był mój punkt zwrotny? Wszak zawsze jakiś  musi być… Rzadko zdarza się, że ktoś do piątku pracuje w korpo, w której spędził 10 lat życia, a od poniedziałku kolejnego tygodnia nagle znajduje się „na swoim”. Tak – był taki moment, w którym doszłam do wniosku, że nienawidzę swojego życia w takim kształcie jakie było. Że robota, która wcale mnie nie fascynuje zżera mój czas i wydobywa ze mnie najgorsze moje oblicza (ale, co podkreślam – nauczyłam się tam bardzo dużo i jestem wdzięczna). Że dzieci (były wtedy malutkie) widuję dwa razy dziennie – zrywając je rano z łóżek do żłobka i kąpiąc wieczorem podpierając powieki na zapałkach.  Że nie mam czasu pomyśleć nawet nad listą zakupów, a już tym bardziej nad czymś takim jak światopogląd, zdrowie,  wychowanie, wiara. Że w nocy budzą mnie ataki paniki, bo z powodu ataku hakerskiego na bazy jednego z przewoźników, nie dojedzie dostawa części i produkcja stanie, więc dyrektor oczekuje, że zmuszę kontrahenta do przylotu helikopterem lub pojechania własnym samochodem do Niemiec i dostarczenia tych części na siódmą rano – nie, to nie jest ironio-przesada. Takich pożarów były dziesiątki każdego dnia, a odpowiedzialnością za nie byli obarczani zwykli ludzie. Ale kiedy jesteś młoda i chcesz za wszelką cenę nie okazać słabości, udowadniać sobie i reszcie świata, że nie ma rzeczy niemożliwych, że dasz radę – to brniesz w takie absurdy. Co jakiś czas dostajesz też awans. To zabieg taktyczny,  żeby można było obciążyć Cię jeszcze większą presją co raz większych oczekiwań. I biegałam tak w tej szczurzej klatce nie zadając sobie pytań „po co?” i „w imię czego?!”… Chciałabym też jedną rzecz zaznaczyć – to są moje odczucia z pracy, do której JA się nie nadaję. To nie znaczy, że praca w wielkich firmach jest zła! Znam ludzi, którzy super się w tym sprawdzają, potrafią pogodzić wszystkie aspekty życia i to daje im wolność (lub poczucie wolności…). 

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

   Dopiero będąc tu gdzie jestem teraz, potrafię spojrzeć z dystansu i przyznać, że bez sensu jest iść ślepo tam, gdzie prąd Cię poniesie, nie patrząc na swoje predyspozycje i talenty. W życiu spotkałam się bardzo wiele razy z pytającymi spojrzeniami:

„Masz wykształcenie medyczne, pracowałaś w korporacji produkującej części do samochodów, a teraz szyjesz torby? WTF?! Nie, no spoko, ale mogę Ci polecić dobrego terapeutę.”

   Wiele razy ciążyły na mnie zmartwione spojrzenia moich koleżanek i kolegów ze studiów:

„Nie możesz znaleźć pracy w zawodzie? Przecież dobrze Ci szło na studiach” – wiem, że to głosy dobrych intencji i troski, ale po prostu nie szukam. Spróbowałam tej pracy, oczywiście. Ale nie nadaję się do tego. Nie mam w sobie wystarczającej ilości empatii dla pacjentów, którzy za nic mają swoje zdrowie i nie chcą współpracować. Z drugiej strony serce rozdziera mi poczucie niesprawiedliwości i krzywdy, kiedy pacjentami są dzieci – to niszczy mi psychikę. Jestem wdzięczna wszystkim tym, którzy ten ciężar potrafią unieść.

 

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online
  • Mówili “Pójdziesz z torbami!” – mieli rację. Poszłam. Nie żałuję.

   Nie zabrakło też zarzutów o to, że zmarnowałam pieniądze państwowe, bo studiowałam na państwowej uczelni. Że zmarnowałam 5 lat życia, że zabrałam miejsce komuś, kto mógłby ten zawód rzeczywiście wykonywać. Z tym chyba było mi najtrudniej się zmierzyć, bo jest w tym sporo prawdy. Niemniej jednak nie czuję zmarnowanych lat – każda wcześniejsza decyzja w życiu wiodła mnie drogą w to miejsce gdzie jestem teraz. A tu gdzie jestem mam szansę pracować, zarabiać,  nie brać zasiłków i oddawać państwu swój dług w podatkach. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto od początku wiedział co chce w życiu robić. Kto poszedł na studia, pracuje zgodnie z wykształceniem i w dodatku lubi swoją pracę – oby sypnęła się lawina kamieni.

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

Decyzja o zmianie.

    Ale gdzie był ten punkt zwrotny? I dlaczego u licha akurat szycie? Co to niby ma wspólnego z tym wszystkim wcześniej? Niewiele. To przypadek. Szycie to dla mnie jedynie środek do osiągnięcia celu. Celem jest praca zgodna z moimi predyspozycjami i –jak to się mówi – „na własnych warunkach”. Czyli uczynienie swoje drogi zawodowej tak, by nie nienawidzić przy tym siebie i reszty świata. By nie dać się wpędzić ponownie w stan, w którym kiedyś byłam. By nigdy więcej nie czuć się beznadziejnie z tym, że wybrałam pobyt w domu z chorym dzieckiem lub, że je zostawiłam, bo pracodawca krzywo patrzył.

 Decyzja zapadła przy łóżeczku szpitalnym mojej córki. Która trafiła tam z objawami silnej duszności i nikt nie wiedział dlaczego. Wyglądało to jak napad astmy, ale do dziś nie wiadomo czym spowodowany. Żadnemu rodzicowi nie życzę by kiedykolwiek widział swoje dziecko w takim stanie. Żadnemu rodzicowi nie życzę też poczucia wstrętu do siebie i wyrzutów sumienia, kiedy podczas wywiadu lekarskiego nie potrafi odpowiedzieć na żadne z zadanych pytań. „Co dziecko robiło, gdzie było, co dziś zjadło, co wypiło, z kim miało kontakt, czy dotykało jakiegoś zwierzęcia, czy przechodziło obok jakiejś nietypowej rośliny” – lekarze musieli dowiedzieć się co mogło wywołać atak. A ja zdałam sobie sprawę, że nic nie wiem…że w ten sposób mija mi każdy dzień i nie mam pojęcia co wtedy robią moje dzieci. W szpitalu spędziłyśmy 7 dni. Wtedy wiedziałam już, że chcę to zmienić. Za wszelką cenę nie pozwolę by tak to wyglądało.  W głowie zaczął się proces zmiany. Po pobycie w szpitalu z córką, wróciłam do pracy i jak narkoman wypuszczony z MONAR-u wpadłam w ten sam młyn, w którym byłam wcześniej. A nawet bardziej, bo oprócz standardowej masakry, musiałam odkopać zaległości, które na mnie czekały. Miesiąc później cała sytuacja powtórzyła się. Moja córka ponownie trafiła z atakiem duszności do szpitala… To był gwóźdź do trumny. Dotarło do mnie, że miałam to wszystko zmienić i więcej do takiej sytuacji nie dopuścić, a okazuje się, że wciąż nie potrafię uczyć się na własnych błędach i ciągle powtarzam to błędne koło. A gdyby doszło do tragedii… nie kończę nawet tego zdania. Tym razem uskuteczniłam proces zmian. Zainicjowałam odejście z pracy, które trwało jeszcze parę miesięcy – wiesz, nie miałam na celu w zemście za własne błędy obciążyć swojego pracodawcy natychmiastową ewakuacją z dnia na dzień. Ale poinformowałam o swoich zamiarach i umówiliśmy się kiedy i jak odejdę. Miałam fajną szefową, świetne koleżanki z biura.  Pożegnałam etatową pracę i musiałam zastanowić się co będzie dalej.

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

    Zbierałam myśli w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania:  Co umiem? Co lubię? W czym jestem dobra? Jakie są moje mocne strony? Co chcę, a czego nie chcę? Odpowiedzi wcale nie  były dla mnie łatwe do odnalezienia…  Przypomniałam sobie wtedy, że przecież zawsze byłam kreatywna, twórcza, że to mnie cieszy i nie męczy. Przeanalizowałam swoje możliwości, sprawdziłam co mam, czego mi brakuje. I ulepiłam z tego wszystkiego pomysł na siebie. Gdybym miała kompetencje związane z ceramiką, poszłabym w ceramikę. Gdybym umiała naprawiać rowery, to tym bym się zajęła.

    Ale padło na szycie, ponieważ dzięki temu, że rozwijałam te umiejętności wcześniej, teraz  potrafiłam to robić. Utworzyłam pewien plan (grunt to dobry plan – jeżeli Ty też planujesz zmiany lub cokolwiek innego, to pobierz prezent klikając guzik na samym dole, znajdziesz tam uniwersalny planer na dowolny miesiąc, możesz go drukować ile razy chcesz), którego postanowiłam się trzymać jednocześnie godząc się, że może się nie udać. Nie ma nic bardziej uwalniającego niż „samopozwolenie” sobie na ewentualną porażkę bez pretensji i wyrzutów, za to z pochwałą, że się spróbowało. Jednym z moich mott życiowych jest „Nauka kosztuje”. Dotarcie do pewnych wniosków też, a nie robiąc nic nie ponosimy kosztów, ale też nic nie osiągamy.

   Z szycia można rozwinąć drogę zawodową na różne sposoby, ja wybrałam tę, która najbardziej mi odpowiadała. Otworzyłam swoją twórczą pracownię, z której produkty sprzedaję w swoim sklepie internetowym.

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online
kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online
kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

   Dostrzegam wielkie szczęście, które mam. Cieszę się, że każdego roku przybywa więcej świadomych Klientów – dzięki nim pracownie, taka jak Plasun, mogą się rozwijać. Idzie nam dobrze. Chcemy się rozwijać. Pomysłów na rozwój mam kilka – oczywiście możemy powiększyć pracownię, szyć więcej, kupić więcej maszyn i zatrudnić więcej ludzi. Ale bardziej spodobał mi się sposób rozwoju polegający na utworzeniu warsztatów szycia, które będą miejscem spotkań, stawiania pierwszych kroków przy maszynie, rozwoju pasji, nauki szycia ciężkiego. Marzenie to zaczynało przybierać realne kształty od początku 2020 roku. Pierwsze warsztaty uruchomiliśmy w lutym. Późniejsze miesiące przyniosły jednak nieoczekiwane zmiany, ale postanowiliśmy się nie poddawać, lecz przyjąć je i dostosować się do nich. Całą treść warsztatów zaczęłam przekładać do świata online czyniąc internet narzędziem do komunikacji z Kursantkami. Tak powstały nasze kursy szycia online, które możesz znaleźć na tej stronie internetowej w dedykowanych zakładkach. A blog, jest miejscem, w którym będę mogła pewne tematy rozwijać i uzupełniać o treści, na które nie ma miejsca w kursach.

kamila plasun pracownia twórcza kursy szycia online

Instagram

Codziennie Instastory!

    Opowiedziałam Ci trochę o mojej filozofii szycia, podzieliłam się też tym jak wyglądała moja droga. Nie chciałabym byś poczuła się przytłoczona ciężkimi rozkminami lub moimi negatywnymi opowieściami o minięciu się z zawodem, złej korpo-pracy, beznadziejności rodzicielstwa i problemach zdrowotnych dziecka. Bo moja historia to w gruncie rzeczy jest pozytywna i uważam się za szczęśliwą osobę. Czasem nawet nie potrafię rozgryźć dlaczego spotyka mnie tyle dobrego, ciągle mam farta ze wszystkim i większość rzeczy mi się udaje. Serio. Podzieliłam się z Tobą moją historią, bo wiem, że każdy może (jeżeli chce) mieć wpływ na swoje życie. Ja kiedyś tego nie wiedziałam. A przecież drogi można zmieniać, można próbować różnych rozwiązań i wymykać się spod utartych schematów. Nie jestem nikim wyjątkowym. Po prostu robię to co umiem i co lubię. I da się w normalnym, zwykłym życiu, nie będąc infuencerem czy celebrytą żyć choć trochę po swojemu. Wiem, że dziś ton opowieści był nieco “ciążki”, dlatego obiecuję Ci że w kolejnym wpisie rozładujemy atmosferę przedstawiając Ci członków mojego “Zespołu” – Plasun Pato Team 😉

To by było na tyle! Jeżeli doczytałaś do końca, to masz mój szacun!

Aha! Wracając do słów w banerze u góry wpisu – nieważne czy planujesz zmiany, czy nie… Ale skąd możesz wiedzieć czy myśl, która Ci się właśnie “myślnęła” nie jest początkiem jakiejś zupełnie nowej przygody? Zapisz ją sobie, żeby nie uciekła. Dziś jest myślą, jutro pomysłem a może kiedyś stanie się planem? Pod guzikiem poniżej kryje się planer w formie PDF do pobrania. Ja praktykuję planowanie i zapisywanie wszystkich firmowo-szyciowo-zamówieniowych spraw, może więc i Tobie się przyda. Planer jest uniwersalny, na dowolny miesiąc, możesz go więc drukować ile dusza zapragnie. Jest dobrą formą zapisywania nie tylko swoich planów w ujęciu miesięcznym i tygodniowym, ale można wykorzystywać go do notowania zadań domowych, firmowych, zamówień a nawet listy zakupów.

Dziękuję.

Kamila

   Otrzymasz dwa planery – tygodniowy oraz miesięczny.  Planery są uniwersalne, to znaczy, że nie zawierają narzuconych dat.
Możesz sama w dowolnym momencie miesiąca/roku wydrukować je i wypełnić
datami i nazwami miesięcy. Możesz każdego miesiąca użyć tego pliku i
drukować go dowolną ilość razy. Planery świetnie nadają się do notowania
swoich pomysłów, ważnych wydarzeń, planów, listy zakupów, zadań domowych
oraz firmowych, planowania postów i innych spraw.

planner uniwersalny do pobrania free za darmo szycie

Ten post ma 16 komentarzy

  1. Aśka

    Dotarłam do końca! 😛 Lubię czytać, jak ludzie odkrywają czego chcą. I co najtrudniejsze chyba – na marzeniach nie kończą i zaczynają to robić. Inspirujące. Pozdrowienia od absolwentki (państwowej szkoły) architektury krajobrazu (nie pracującej w zawodzie oczywiście).

    1. Kamila

      Dziękuję Ci Asia! Odkrywanie jest chyba najfajniejsze. Nie uznaję tego za proces dokonany 🙂 bo w końcu to podróż, nie cel, jest nagrodą 🙂
      Pozdrawiam Cię gorąco absolwentko architektury, cokolwiek wybrałaś – bądź szczęśliwa 😀

  2. Basia

    Przeczytałam całość. Czuję bardzo podobnie. Od prawie 6 lat jestem z dziećmi w domu. Nie był to mój wybór, raczej sytuacja życiowa (3 ciąża) wymusiła na nas podjęcie pewnych decyzji. Wcześniej pracowałam w korporacji, później jako księgowa. Matko, jaka to była męcząca praca. A ja od zawsze lubiłam coś robić. Jako nastolatka dużo rysowałam, jako dziecko szyłam ręcznie ubranka dla lalek Barbie. Później było trochę decoupage. A rok temu postanowiłam uszyć dla swoich dzieci workoplecaki do przedszkola, szkoły. Maszynę dostałam na 30 urodziny od mamy, a ona 3 lata przeleżała, użyta może 3 razy. I tak się zaczęło. Ktoś czasami napisze, że chce worek, ostatnio torebkę. Może nie jest to super dużo, ale gdzieś tam w głowie jakaś myśl kiełkuje. Nie mam w sobie jeszcze tyle odwagi, cierpię na chroniczny brak czasu (mąż dużo pracuje, ja ogarniam dzieci i w większości dom). Może za jakiś czas faktycznie będzie mi to moje szycie pozwalało wspomóc domowy budżet. Wiem jedno, nie widzę siebie już za biurkiem, siedzącej i wlepiającej wzrok w ekran komputera przez 8 godzin. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszelkiej pomyślności ☺️ ps. Kurs szycia torebek jest SUPER 😁

    1. Kamila

      Podziwiam podwójnie, bo mam ogromny szacunek do księgowych. Mnóstwo trudnych tematów i ciągłe aktualizacje w prawie…
      Fajnie że ciągle coś robisz. Wiem jak jest….warto mieć jakąś odskocznię dla siebie. A szycie, decoupage (czy jakakolwiek inna pasja) jest azylem, do którego musi raz od czasu udać się nasza głowa w ucieczce od tego codziennego kołowrotka. Zwłaszcza przy dzieciach. To jest dopiero ciężka praca…Dzieci rosną – to wiadomo, nie zawsze będą małe. Przyjdzie czas,że będziesz miała więcej czasu i wtedy zaowocuje wszystko to czego się nauczyłaś 🙂 Trzymam kciuki!
      P.S. Dziękuję 🙂

  3. Tomasz

    Dziękuję…

    Ja dzieciom swoim powtarzam
    “Nauka kosztuje:
    Albo czas,
    Albo pieniądze,
    Albo łzy…
    A czasami wszystko naraz” 🙂

    Pozdrawiam

    1. Kamila

      Tak jest jak piszesz. Pieniądze to najbardziej odwracalny koszt w tym zestawieniu. Czasami cena nauki jest wysoka, no ale rzeczy,które przychodzą nam trudniej są dla nas więcej warte.

  4. Ana

    A ja słuchałam 😉 I w tym czasie robiłam córce chustę na szydełku 😉 na razie jest to mała odskocznia od codziennych obowiązków, ale może kiedyś… kto wie!? Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny wpis. Jest Pani naprawdę dobra w tym co robi 😉

    1. Kamila

      Dzięki 🙂 Dużo trenuję, codziennie od lat. Ale zaczynałam tak samo ja Ty – od odskoczni. Trzymam kciuki za dalsze szydełkowanie 🙂

  5. Edyta

    Kamilo, jestes cudowna inspiracja 😊 Dziekuje ❤

    1. Kamila

      to ja dziękuję 🙂

  6. Dagmara

    Pani Kamilo! Wspaniały artykuł. “Znamy się” głównie z widzenia (pod przedszkolem lub na placu zabaw), miałam okazję kupić też kiedyś jedno z Pani dzieł i uwielbiam oglądać Pani relacje na fb. Artykuł jest mega i kto wie, czy nie zainspiruje mnie do zmian swojego życia. Pracuję już dziesiąty rok w tej samej firmie i robię cały czas to samo (nie wiem, czy jest szansa, żeby to się zmieniło). Od jakiegoś czasu myślę nad zmianą pracy, chociaż mam pełno wątpliwości, czy warto, czy się uda. Wiadomo, kredyt na mieszkanie, czyli musi być coś stałego. Ale ja nie wiem, czy chcę pracować nadal w administracji (zawód wyuczony i jeszcze w dodatku przez 5 lat pełnopłatny). Marzenia mam podobne jak Pani. Żeby coś tworzyć, bo uwielbiam to robić, ale ze względu na pracę i obowiązki domowe brak na to czasu i energii. Jednak ten wpis nie pozostanie w moim życiu bez echa. Już coś zakiełkował i czuję, że sporo namiesza. Na plus oczywiście. Dziękuję z całego serca. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Kamila

      Ładnie Pani w nowej fryzurze 🙂 Przed każdą zmianą trzeba sobie na wiele pytań odpowiedzieć. Między innymi po co nam ona, co jest priorytetem i czy zdajemy sobie sprawę, że to czasami podróż w nieznane, w której trudno o stabilność. Ja jestem człowiekiem, który nie chce się zastanawiać całe życie “co by było gdyby”, wolę próbować i przyjmuję ryzyko, że może się nie udać – ale nie jest to scenariusz,który polecam każdemu. Znam mnóstwo osób, które swoje poczucie bezpieczeństwa znajdują w stabilizacji, którą daje praca etatowa. Ale jeżeli warunki będą sprzyjać, zasiane ziarno wykiełkuje 🙂

  7. Kamila

    Świetny post, bardzo pozytywny! Podziwiam i życzę powodzenia. Kurs szycia nerek zakupiony, jestem początkująca ale mam nadzieję, że dam radę.

    1. Kamila

      Dziękuję 🙂 Dasz radę 🙂 Trzymam kciuki 🙂

  8. Hania

    Bardzo się cieszę, że to napisałaś. Każda taka historia pomaga mi uwierzyć w siebie. Bardzo trudno jest mając trzydziesci kilka lat i dwójkę dzieci wywrócić całe swoje życie do góry nogami. Odważyć się i zacząć robić to co się kocha i w czym naprawdę jesteśmy dobrzy. Trzymaj kciuki ten krok jeszcze przede mną, ale jestem już coraz bliżej podjęcia tej samej co Ty decyzji 🙂

    1. admin

      Nie jest to może łatwa decyzja. Ale równie trudno jest pogodzić się z myślą, że można przeżyć zycie i nie spróbować zmiany. Powodzenia 🙂

Dodaj komentarz